Obserwatorzy

wtorek, 9 kwietnia 2013

Hean Studio Lift - podkład wygładzający, półmatowy i średniokryjący

Hej Dziewczyny!   

Jakiś czas temu, zresztą odpowiednio długi, by dobrze się zapoznać, ale i na tyle krótki, by nie zwlekać z recenzją nowości od Hean, stałam się posiadaczką właśnie tego oto podkładu i już spieszę Wam, moje drogie zdać relację z moich bardzo bliskich, bo cielesnych z nim spotkań.. 


Bardzo się ucieszyłam, kiedy znalazłam się w grupie blogerek - testerek tego fluidu, bo jest to opcja jak najbardziej skrojona do moich potrzeb i oczekiwań, po pierwsze grupa wiekowa docelowa to 30+. 
Cenię podkłady, które nie tylko kryją, ale i nawilżają, napinają i wygładzają moją skórę, a właśnie takie działania Studio Lift mi funduje w stopniu bardzo dobrym.

Hean z założenia zrobił podkład średniokryjący, tak jest faktycznie, drobne niedoskonałości podkład ładnie tuszuje, natomiast "słabe" punkty naszej skóry musimy w tym wypadku koniecznie maskować korektorem. 
Podoba mi się jego krycie, takie bardzo naturalne, skóra wygląda na wypoczętą, zdrową, ma ładny koloryt, kiedy mam buźkę "ubraną" w ten podkład, całkiem sympatycznie spogląda mi się na siebie w lustrze, a to przecież podstawa dobrego dnia. Właściwie mogę powiedzieć, że w moim przypadku podkład kryje optymalnie, tego właśnie oczekuję od podkładu.


Dla mnie nie do przecenienia jest tu też funkcja lekko nawilżająca, a więc i napinająca i wygładzająca skórę, rzeczywiście widzę, że podkład Studio Lift dzielnie radzi sobie z moimi zmarszczkami, oczywiście w granicach rozsądku, mówię o tych maleństwach, które czasem inne podkłady zamiast niwelować lub tuszować, zbijają  w takie nieestetyczne skupiska fluidu w zagięciach skóry. Ten natomiast cały dzień zachowuje się w tej kwestii nienagannie, to dla mnie bardzo ważna i cenna cecha. Skóra jest cały czas ładnie wyrównana, gładka i miła w dotyku, a jej wygląd cały czas zdecydowanie "poprawiony".

Podkład jest półmatowy, dla mnie to nie jest opcja optymalna, bo najbardziej lubię te z efektem porządnego rozświetlenia, choć muszę przyznać, że i tak ten podkład troszkę rozświetla skórę i nadaje jej całkiem ładnego, zdrowego blasku.
Zresztą od czego są pudry rozświetlające np w kuleczkach?
Absolutnie nie mam żadnych problemów ze świeceniem się skóry po kilku godzinach, podkład jest w zupełnie fajnym stanie, nie mogę złego słowa o nim powiedzieć, ale to również zasługa mojej skóry, która nie ma tendencji do świecenia się.

Miłym plusem jest tu też bardzo sympatyczny, powiedziałabym, elegancki zapach, choć nie wiem czy ja tej zapachowej uczty podczas nakładania podkładu nie przypłacam łzawieniem oczu.
Faktem jest, że niektóre kosmetyki powodują u mnie właśnie mały potoczek łez, dotąd nie ustaliłam źródła tej mojej przypadłości (podejrzewam, że to lata codziennego makijażu musiały uczulić mnie na jakiś składnik), w wypadku tego podkładu po prostu wokół oczu nakładam inny podkład, lub ograniczam się tylko do korektora.




Konsystencja jest bardzo przyjemna, ani zbyt mocna, gęsta ani zbyt płynna, podkład dobrze i bardzo równiutko rozprowadza się po skórze, nie ma tu nawet cienia szansy na zrobienie sobie krzywdy w postaci smug czy, nie daj Boże, paskudnej maski, a odcień, który sobie wybrałam; natural - 103, jest trafiony w dziesiątkę, delikatnie złotawy beż, bez grama różowawych niuansów. Bardzo ładny jest ten odcień.

Wklejam jeszcze zdjęcie z opisem podkładu przez producenta oraz ze składem.




cena około 16 zł  poj. 30 ml.

Czas teraz na moją Bardzo Kobiecą Galerię.
Obrazy piękne i pełne muzyki; autorem jest chiński malarz Zhang Dalun








Pozdrawiam
Margaretka

sobota, 6 kwietnia 2013

Na smuteczki kosmetyki dla dzieweczki


Hej Dziewczyny!  

Mam cichą nadzieję, że to już ostatni tak mglisto-buro- łóżkowy weekend.
 Ileż można słuchać zapewnień w prognozach, że już, już za kilka dni przyjdzie wiosna. 
U mnie dalej śnieg leży sobie wkoło w najlepsze, w dodatku stracił już tę swoją śliczną, czyściutką biel, moje myśli i humory zaczynają być równie szare, a wstawanie lewą nogą za chwilę wejdzie mi chyba w krew. 

Porażka, chciało by się chcieć, a jedyne co mi się teraz chce to nicnierobienie.

W ramach poprawy nastroju zrobiłam sobie przegląd nowych kosmetyków, które dostałam w ostatnim czasie do testowania, dzisiaj w formie krótkiej zapowiedzi, wkrótce każdy z nich obiecuję omówić w samodzielnym poście.



Bardzo się cieszę z tego kremu NUXE. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że ta francuska  marka jest naprawdę warta uwagi. Dla miłośniczek kosmetyków luksusowych, maksymalnie naturalnych i dających kupę przyjemności z ich używania bo świetnie pielęgnujących i pięknie pachnących, to opcja nie do pogardzenia.
Krem dostałam dzięki nawiązaniu współpracy od apteki internetowej    

Proponuję tam zaglądać, bo ofertę kosmetyków i dermokosmetyków mają naprawdę imponującą, a ceny znacznie milsze niż w aptekach stacjonarnych.



 Tę próbkę EDP Lacoste pokazuję, żeby zwrócić Waszą uwagę jak może wyglądać próbka reklamowa. Od razu do takiej marki ma się większą sympatię, człowiek docenia to, jak jest jako potencjalny klient traktowany. Moim zdaniem trzeba o tym pisać, żeby producenci wciskający nam 1 gram czy mililitr produktu zaczęli dbać o nas, konsumentów trochę bardziej.
Swoją drogą, zapach jest śliczny, doskonale wiosenno-letni i bardzo trwały.
.

Podkład, Hean, otrzymany od Firmy w ramach akcji testowania dla blogerek na FB. Właśnie jestem w trakcie używania, chyba najbliższy post właśnie jemu zostanie poświęcony, teraz tylko wstępnie słów kilka:
Jestem jak najbardziej na tak, obiecywane w opisie producenta średnie krycie daje bardzo ładny, naturalny efekt, sympatyczna lekka, formuła dla mnie idealna.


Od prekursorki.pl  dostałam suplement diety w sam raz na tę porę roku. Bardzo fajny skład z olejem z kiełków pszenicy, soji, kolagen z ryb morskich i sporo ważnych witamin, słowem w dalszym ciągu o stan mojej skóry  dbam nie tylko od zewnątrz.



I na słodki, pachnący koniec mydełko probiotyczne od Eko-banki.pl.
Podejrzewam, że podobnie jak ja jesteście fankami takich ślicznotek. Zapach boski, wiśnia z migdałami i jogurtem, dla mnie mydełka glicerynowe to właśnie jedne z takich umilaczy, które życie robią znacznie przyjemniejszym.


Ponieważ obrazy w ostatniej Galerii bardzo się Wam podobały, proponuję jeszcze popatrzyć na kilka innych, autorką jest rosyjska malarka i ilustratorka Ania Fefelova.









Miłego weekendu
pozdrawiam
Margaretka

czwartek, 4 kwietnia 2013

BingoSpa Delikatny krem do twarzy z kolagenem, moja ocena

Hej Dziewczyny!   


Dzisiaj chciałabym Wam zaproponować przeczytanie mojej opinii o kremie do twarzy z kolagenem marki BingoSpa.

Ten delikatny, całodzienny kremik niewątpliwie zasługuje na uwagę; dwukrotnie większa niż standardowo spotykana w kremach do twarzy pojemność, t.j. 100ml za cenę 16 zł na pewno jest mocnym atutem.


Biorąc pod uwagę tę cenę, nie możemy spodziewać się zbyt efektownego opakowania i faktycznie krem mieści się w prostym, plastikowym słoiczku, choć muszę przyznać, że prostota w tym przypadku przekłada się na dużą wygodę i poręczność w korzystaniu z kremu.




Zapach jest sympatyczny, delikatny, konsystencja jak na krem stosunkowo lekka, bardziej mi ona przypomina taki gęściejszy balsam niż krem i przyznam się, że trochę mi to przeszkadza.
Dla mnie jest za wodnisty, taki zbyt śliski, nie sprawia wrażenia kremu bogatego w składniki, choć prawdą jest, że już nazwa kremu sugeruje, że nie mamy tu co oczekiwać jakiś spektakularnych, silnych działań.

Krem dobrze się rozsmarowuje, jest bardzo wydajny, dobrze się wchłania, właściwie po chwili nie pozostaje po nim żaden ślad, poza gładszą, milszą w dotyku skórą.

I to prawdę powiedziawszy jedyny efekt, bo w moim przypadku krem nie radzi sobie ze zmarszczkami, stosunkowo szybko moja skóra potrzebuje ponownego nawilżenia, a przede wszystkim odżywienia, najprawdopodobniej dla mojej dosyć suchej skóry ten krem jest po prostu za słaby.
Myślę, że dla młodszej skóry, która nie potrzebuje intensywnej, ale delikatnej pielęgnacji, krem może okazać się bardziej trafiony.

Notka producenta

Delikatny krem z kolagenem BingoSpa przeznaczony jest do pielęgnacji skóry dojrzałej,  zmęczonej lub przesuszonej nadmiernym działaniem czynników środowiskowych. Uzupełniając niedobór rozpuszczalnego kolagenu w skórze, krem BingoSpa działa regenerująco i wygładzająco, przywracając jej świeżość i właściwe nawilżenie.

skład:

Dla zainteresowanych podaję namiary do sklepu internetowego BingoSpa tutaj


Teraz czas na moją Bardzo Kobiecą Galerię.
Bajeczne obrazy rosyjskiej malarki i ilustratorki, Ani Fefelowej





Pozdrawiam
Margaretka


środa, 3 kwietnia 2013

DECUBAL, krem do rąk i balsam do ust, oba nie do przecenienia

Hej Dziewczyny!   


Dzisiaj ponownie post dotyczący dermokosmetyków tej duńskiej marki.

Kolejne dwie perełki, o których ja mogę spokojnie powiedzieć, że to pielęgnacyjne mistrzostwo świata.
Coś dla dłoni, szczególnie kiedy narzekamy na  ich stan, bo krem radzi sobie ze spierzchnięciami, szorstkością i w ogóle z nadwyrężoną skórą oraz coś dla ust, balsam, który , moim zdaniem, większość balsamów pozostawia daleko w tyle.


Kosmetyki
Bezzapachowe
Bez BARWNIKÓW
Bez PARABENÓW


Hand Creame / krem do rąk Decubal
Zamknięty w wygodnej do aplikowania, czerwonej tubce z zatrzaskowym zamknięciem. Otworek, przez który wyciskamy krem jest nieduży, tak, że łatwo otrzymać taką ilość smarowidełka jaką się chce, tym bardziej, że krem jest tak konkretny, nazwałabym to, bogaty w swoim składzie, że wcale do jednorazowego użycia nie potrzebujemy go dużo.



Jak wszystkie kosmetyki Decubal i ten jest bezzapachowy, w kolorze rozbielonej kości słoniowej.
Konsystencja bardzo mocna, żaden tam budyń czy gęsta śmietanka, nie ma w nim lekkości leguminy, to raczej już konsystencja masełka.

Cudnie się rozsmarowuje i zadziwiająco szybko wchłania,  czujemy, że skórze fundujemy nawilżenie i natłuszczenie w najlepszym gatunku. Nie mamy tu efektu krótkotrwałego, pomimo, że krem dobrze wnika w skórę, na powierzchni pozostaje na długo przemiłe uczucie gładkości oraz ledwie wyczuwalna, przyjemna, nielepka warstewka, dla mnie bomba.
Ja o moje dłonie dosyć rzetelnie dbam, nie dopuszczam do wychłodzenia czy spierzchnięcia skóry na mrozie, więc z takimi nieprzyjemnościami nie mam do czynienia, natomiast mąż, który w temacie rękawiczki ma tróję z minusem, też ceni sobie ten krem ogromnie, widzę, że nie sięga już po żadne inne kremy, podoba mi się to tak sobie, czasem świetna jakość bywa dla nas zgubna.

Nie będę Was namawiała do zaopatrzenia się w ten krem, najchętniej bym Was, Dziewczyny, przymusiła do zakupu, bo na pewno pokochacie go tak jak ja.

cena ok. 15 zł poj. 100 ml

notka producenta


Krem do rąk jest bogaty w składniki odżywcze. Zawiera między innymi naturalny olejek z awokado, który pielęgnuje skórę, witamina E dostarcza jej dodatkowej wilgoci, kwas
hialuronowy pomaga utrzymać wilgotność, a silikon tworzy na skórze warstwę ochronną.
Sposób użycia: Do codziennego stosowania na skórę rąk.


Składniki (INCI): Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Lanolin, Isopropyl
Myristate, Petrolatum, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate,
Glyceryl Stearate, Tocopheryl Acetate, Pentylene Glycol, Dimethicone,
Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Persea
Gratissima Oil, Sodium Cetearyl Sulfate, Citric Acid, Phenoxyethanol,
Sodium Benzoate.
Zawartość substancji lipidowych: 37%.



Lips & dry spots balm / balsam do ust i miejscowo zmienionej i popękanej i suchej skóry

Bez balsamów i pomadek ochronnych nie potrafię funkcjonować.
Mam kilka to tu, to tam, najważniejsze, żeby były pod ręką.
Ten balsam w hierarchii wszelkich smarowidełek do ust od razu zajął u mnie pierwsze miejsce.
Całkiem wygodna aplikacja ze zgrabnej, poręcznej tubeczki to tylko jeden z plusów tego kosmetyku.
Jest ostatnio ze mną wszędzie, bo i łatwo się go aplikuje i działa jak marzenie.



Tłuściutki, mocno skondensowany, o delikatnie słodkawym smaku, o mile działającym na podświadomość kremowo-żółtym kolorku, jedynie jakiegoś oszałamiającego zapachu tu nie ma, jak wszystkie kosmetyki Decubal i ten jest bezzapachowy.
Jeśli były jakieś skórki (wiecie co mam na myśli, te drobinki na ustach, które tak wciągająco się skubie), to od czasu jak używam tego malucha już nie mam co skubać.
Jakiś czas temu miałam dosyć paskudną grypę, temperatura, potem kaszel i katar, słowem półtora tygodnia wyjęte z życiorysu.
I wtedy sprawdziłam działanie tego balsamu w warunkach ekstremalnych.
Pomimo gorączki, żadnych spierzchniętych ust, żadnej zdartej i popękanej skóry wokół wiecznie wycieranego nosa. Balsam jak najlepszy i najwierniejszy strażnik nie dopuścił do wysuszenia skóry, usta miałam cały czas w całkiem dobrym stanie.

Polecam Wam go, Dziewczyny bez dwóch zdań.

cena ok. 17-20 zł   poj. 30 ml

notka producenta:

Produkt dedykowany do pielęgnacji suchych, spękanych warg, zadartych skórek, przesuszonych

plam i drobnych pęknięć. Balsamu można użyć na każde miejsce sprawiające problem. Produkt
pielęgnuje i wydajnie regeneruje skórę. Zawiera między innymi zmiękczającą lanolinę, a także wosk pszczeli powodujący, że rany szybko się goją. 
Sposób użycia:
Do stosowania na usta i miejscowo zmienioną skórę.


Składniki (INCI): Petrolatum, Lanolin, Paraffinum Liquidum, Cera Alba,
Ricinus Communis, Seed Oil, Salicylic Acid, Tocopherol.
Zawartość substancji lipidowych: 99%.



Dermokosmetyki DECUBAL można kupić tylko w aptekach stacjonarnych i internetowych, naprawdę są warte poszukania, bo i jakość jest na piątkę, składy bardzo ciekawe i bezpieczne a i ceny zupełnie przyzwoite.

Teraz jeszcze zapraszam Was do mojej Bardzo Kobiecej Galerii.
Dzisiaj akwarele angielskiej malarki i graficzki modowej Cate Parr.

Pióra Galliano

armanione4eysy1

Bowie

GWDT

Pozdrawiam
Margaretka



wtorek, 2 kwietnia 2013

Trochę o świętach i o Katarzynie Wielkiej



Hej Dziewczyny!  


No to można rzec, że święta były, ale się skończyły.

Jestem jeszcze ciut na zwolnionych obrotach, błogie lenistwo wciąż trzyma mnie dzielnie w swoich objęciach.

 Nie chcę dudrać i narzekać, ale tęsknota za ciepłym, wiosennym wietrzykiem zaczyna być dołująca, a tu poprawy na razie ani widu ani słychu.

Wklejam garść zdjęć okołoświątecznych, bo ta Wielkanoc była, mam nadzieję, że niepowtarzalna, jeszcze chyba naszym wnukom będziemy opowiadały jak to w 2013 roku zima się zawzięła i ani myślała ustąpić miejsca wiośnie.


Taki widok za oknem przywitał nas w wielkanocny poranek.

 Zdjęcie zrobione podczas wieczornego spaceru z Emmą.


Poniedziałek wielkanocny, przynajmniej słońce przypomniało sobie, że ma się dobrze i wciąż jeszcze żyje.






Na szczęście moje świąteczne przyjemności nie ograniczyły się tylko do bardzo wydajnego powiększania sobie obwodu w biodrach podczas, swoją drogą, przemiłych spotkań rodzinnych.

Dosłownie "połknęłam" świetną książkę, "Katarzyna Wielka, gra o władzę" Ewy Stachniak.


Niby biografia, ale w wersji bardzo lekkiej, bardzo kobiecej, czasy dwóch caryc; Elżbiety i Katarzyny Wielkiej podglądane są trochę przez dziurkę od klucza.
Pełno tu spisków, koterii, donoszonych i niedonoszonych ciąż wagi państwowej, zdrad i wierności w imię lepszej pozycji na carskim dworze, są, a jakże kochanki i kochankowie, następcy tronu wcale z nie całkiem prawego łoża, słowem jak to zwykle bywa, czym "większy świat" tym większa obłuda i bagno.
Ta powieść zaczyna się przybyciem młodej, 14-letniej Katarzyny (wtedy jeszcze Zofii) na carski dwór jako kandydatki na żonę dla następcy tronu, późniejszego cara Piotra III.
Wszystko opowiada nam młoda, pochodząca z Polski dwórka, która przedziwnym zrządzeniem losu staje się całkiem sprawnym i zaufanym szpiegiem.
500 stron gry o tron między dwiema silnymi kobietami kończy się zdobyciem go przez Katarzynę, autorka ma w planach dalsze części biografii tej carycy, ja czekam już z niecierpliwością, bo czyta się to jak dobry kryminał.

Pozdrawiam
Margaretka

poniedziałek, 25 marca 2013

BingoSpa Jedwabne serum do mycia włosów, recenzja



Hej Dziewczyny!  


Kiedy od BingoSpa dostałam listę proponowanych do testowania kosmetyków, bez wahania wybrałam dwa produkty do włosów, jako, że bardzo miło zaskoczył mnie wcześniej wypróbowany Szampon borowinowy 7 ziół.

Niedawno pisałam o Serum kolagenowym do mycia włosów, dzisiaj czas na kolejnego przedstawiciela pielęgnujących włosy produktów BingoSpa.

Tym razem mamy do dyspozycji różowy, dosyć gęsty, konkretny płyn, pachnący w miarę przyjemnie, ale z wyraźnymi sztucznymi nutami.

Jak to BingoSpa ma w zwyczaju, serum konfekcjonowane jest w wąskich, plastikowych butelkach z aluminiową zakrętką, ja akurat bardzo lubię te opakowania, podobają mi się te wysmukłe kształty, nawet trochę utrudniająca życie zakrętka ani papierowa naklejka tak bardzo mi nie przeszkadzają.





Serum bardzo dobrze myje włosy, świetnie się pieni, niewielka porcja wystarcza do dokładnego umycia, więc wydajność jest na piątkę.
Nie mogę powiedzieć, żeby to serum plątało włosy, ale w tym temacie nie jestem idealną testerką bo mam włosy stosunkowo krótkie, więc z takimi problemami w ogóle nie mam kłopotów, a i tak każde mycie włosów kończę nałożeniem odżywki.

Nie jestem natomiast w pełni zadowolona z urody i kondycji włosów po tym serum. Właściwie mogłam się tego spodziewać, bo dotąd żadne jedwabie na włosy u mnie się nie sprawdziły.
Mam włosy w całkiem dobrym stanie, zdrowe, błyszczące, niewiele mi potrzeba, żeby być z nich zadowoloną, jednak jedwab, dotąd przeze mnie używany w samodzielnej postaci robił mi włosy oklapłe i trudne do ułożenia.
Podobny efekt jest i w przypadku tego jedwabnego serum.
Włosy mam niby lśniące, ale takie ciężkie, przelewające się przez palce, przyklapnięte, optycznie wydaje się, że jest ich mniej niż normalnie, zwykle wystarcza mi zmierzwić palcami fryzurę by nabrała objętości i życia, po tym serum niestety ten efekt jest nie do uzyskania.

I tak, w przeciwieństwie do serum kolagenowego, z którego jestem bardzo zadowolona, bo pięknie unosi i puszy mi fryzurę, to jedwabne nie jest w moim przypadku strzałem w dziesiątkę.

Myślę, że lepiej powinno się to serum sprawdzić w przypadku włosów zniszczonych, przesuszonych, bo efekt wygładzenia włosa jest tu faktycznie dobry.

cena 9 zł,  poj. 150 ml

do kupienia w sklepie BingoSpa tutaj

Notka producenta:

Odbudowujące i uelastyczniające serum BingoSpa do mycia włosów.

Proteina jedwabiu posiada znaczne pokrewieństwo do protein występujących w skórze i włosach. Dzięki temu rozpuszczalne białko jedwabiu może tworzyć na powierzchni włosów film ochronny, który wygładza ich powierzchnię. Nadaje to włosom przyjemny chwyt, poprawia ich czesalność. 


Proteiny jedwabiu posiadają ładunek elektrostatyczny przeciwny do ładunku włosów, dzięki czemu preparat posiadający w swoim składzie proteiny jedwabiu silnie przywierają do ich powierzchni.

Bogate w proteiny jedwabiu serum BingoSpa  zwiększa zatrzymywanie wilgoci na powierzchni włosów poprawiając ich podatność na układanie, zapobiega ich elektryzowaniu, nadaje włosom elastyczność, miękkość oraz jedwabisty połysk. 
Sposób użycia: nałożyć na wilgotne włosy, masować, dokładnie spłukać, ewentualnie  zastosować odżywkę.



Dzisiaj w mojej Bardzo Kobiecej Galerii przepiękne obrazy pochodzącej z Mołdawii, Ludmiły Curilovej, zapraszam, popatrzcie






Pozdrawiam
Margaretka