Obserwatorzy

czwartek, 19 marca 2015

Swetrów trochę i garść włóczek - złota rączka, a nie tłuczek


Hand made + recykling

Czasem muszę odreagować. 

Nie żebym miała jakieś życie z koszmarnego koszmaru, wkurzających sytuacji dopada mnie ilość bardzo przeciętna. Jestem za to dużym fachowcem w robieniu ze stresiku stresa giganta, ze stresiątka prawdziwego olbrzyma. 
Strach ma wyraźnie u mnie wielkie oczy, a wyobraźnia lubi biec w rejony, gdzie wcale nie chciałabym bywać. 
Tak mam i nic mi z tekstów typu: - olej to kobito, - też masz się czym przejmować, - wycisz się, relaks.

Jak mi się już tak nazbiera, naskłada, sięgam po moje najlepsze lekarstwo. Zabawa to odmóżdżająca, wciągająca, ale też całkiem dobrze wyciszająca.
Zabawa kolorami, trochę dłubania. Taka moja wersja amerykańskich, patchworkowych klimatów, albo zabawa w puzzle, gdzie końcowym efektem bywa rzecz całkiem użyteczna i ciut chełpliwie powiem - wcale niebrzydka.

Narzuta ze starych swetrów

Kilka swetrów, które pierwszą, drugą, a bywa, że i trzecią młodość mają już za sobą, albo po prostu nikt już na nie nie chce nawet spojrzeć, jakieś resztki kolorowych włóczek, nożyczki, szydełko i.....  nie ma mnie dla świata, ja się teraz bawię barwami.


Będę nieskromna, więc dodam też, że pięknie, kolorowo wpisuję się w trend przetwarzania rzeczy niepotrzebnych na nowe, daję im drugie, wcale nie gorsze życie.








Najpierw zrobiłam tę narzutkę, przykrywajkę ze zdjęć powyżej, wędrowała tu i tam, w końcu wylądowała na fotelu przy kominku. Jak Emma pozwoli i ustąpi miejsca, można się tu czasem trochę wygrzać.

Doszłam do wniosku, że jedna taka narzutka komponuje mi się we wnętrzu jak ni pies, ni wydra, więc powstać musiała jeszcze jedna.
Najpierw myślałam, że będzie pełniła funkcję serwety - bieżnika na stole, ale okazało się to śliskim, wiecznie marszczącym się niewypałem, więc w końcu wylądowała na paskudnym krześle z Ikei. Krzesło czeka na kompletną metamorfozę, ma zostać całe rozjaśnione/pobielone, ale na razie biorę się za niego i biorę, a jak widać na zdjęciach, na zamiarach się na razie kończy.







A tak mniej więcej zaglądają na siebie krzesło z fotelem ubrane w moje recyklingowe dzieła.



Inspiracją do powstania tego postu jest zabawa, jaka trwa na blogu Gosia Stare Pianino.

Zadaniem jest stworzenie i pokazanie swojego pomysłu na temat:

Coś z niczego - wyzwanie


Melduję Gosiu, że zadanie wykonane!

A jak się Wam, Kochane podoba moja "twórczość", może być?

Pozdrawiam
Margaretka


36 komentarzy:

  1. Rewelacja! Uwielbiam takie rękodzieła :) Widziałabym takie cudo na swoim białym fotelu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam w planie przemalować oparcia tego fotela na kość słoniową, lub na jakiś rozbielony kolor :)

      Usuń
    2. O tak! będzie wyglądał rewelacyjnie :)

      Usuń
  2. świetny pomysł, dziękuję za udział w wyzwaniu, bardzo mi się u Ciebie podoba, pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, widziałam, że jestem druga, ciekawa jestem innych zgłoszeń :)

      Usuń
  3. Ja mam 2 lewe ręce do takich rzeczy. Nawet guzika w sweterku ostatnio mąż mi przyszywał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi też mąż przyszywa guziki i jeszcze np robi wieszaczki do ręczników i ściereczek, cóż, nie można być ideałem

      Usuń
  4. Jestem pod wrażeniem, masz łeb Kochana, a Emma na fotelu powinna siedzieć i nikogo z Was nie puszczać, świetnie się komponuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. często dzielnie pilnuje sobie miejsca, szczególnie jak jest napalone w kominku :)

      Usuń
  5. Ja też jak się w coś wkręcę to świata nie widzę. :) ożywiły Ci mieszkanie te recyklingowe cacka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, u mnie same biele i beże, więc te kolory były bardzo potrzebne i efekt jest niezły :)

      Usuń
  6. Ładnie, teraz tak trochę.... zakopiańsko wygląda:)

    OdpowiedzUsuń
  7. A bo ja w końcu z Beskidów, to tak o rzut dwoma beretami od Zakopanego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) a w Zakopanym śnieg pół metra:)

      Usuń
    2. u mnie śniegu resztki, ale jak znam życie, pewnie jeszcze coś tam sypnie :)

      Usuń
  8. podziwiam za wytrwałość i cierpliwość - to zdecydowanie zajęcie nie dla mnie - za duży nerwus ze mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie ta cierpliwość taka trochę wybiórcza, mam ja jak coś lubię, jak nie - to znika :)

      Usuń
  9. Super to wygląda! Bardzo ciepłe klimatyczne wnętrze :) narzuta fajnie wpisuje się w styl domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak zaczynałam je robić, nie spodziewałam się, że tak fajnie wyjdzie :)

      Usuń
  10. Pomysłowa z Ciebie babka :) Twój dom, dzięki Twojemu talentowi, ma duszę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Twórczość bardzo mi się podoba ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Masz dobre sposoby na odreagowanie :) no tak, mimo, ze tych wkurzajacych sytuacji niewiele, to i tak one sa!

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda że nie umiem robić na drutach ani na szydełku. Miałam bym szanse się czasem zrelaksować. Ale jestem kompletnym beztalenciem jeśli chodzi o takie robótki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jej ślicznie wyszło, ale pieseczka bym bardzo wyściskała ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. świetna - rękodzieło odpręża i do tego tworzy się cuda tak jak ta narzutka
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Narzuty są rewelacyjne!!! Ta pierwsza szczególnie skradła moje serce. A najważniejsze, że pięknie prezentują się na salonach:))) podziwiam również pomysłowość:)))

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz to dla mnie miły prezent, dziękuję i do zobaczenia znowu.