Obserwatorzy

środa, 4 marca 2015

Pobajam Wam o bajaderkach




Opowieść pana Herbaczyńskiego


Ponoć, jak mówią obeznani w temacie, bajaderki to dobre były u znanego i zacnego warszawskiego cukiernika , pana Gajewskiego, przed wojną.  

Był to smakołyk studentów, szczególnie tych biednych, którzy ostatnie grosiki zamiast na obiad, na te właśnie bajaderki oddawali, bo jak mówili wtajemniczeni, były smaczne i pożywne.
Pan Gajewski robił te bajaderki na kruchym spodzie, a masa ze ścinek ciast i tortów różnorakich z dodatkiem masy maślanej robiona była, wszystko to kuwertura, czyli czekolada z bloku jako polewa wykańczała. Krojone w duże kwadraty, ważyły i ponad sto gram.

Jak poszła fama po mieście, że bajaderki pomagają w dobrych wynikach w nauce, a i w miłości też niosą pomoc i niejednego od miłosnej tragedii uchroniły, wnoszone do cukierni tace z tymi ciastkami szybko pustoszały.


Ładne to. Od razu taka nasza dzisiejsza, okrągła bajaderka też wydaje się bardziej godna szacunku. 
No bo co, jeśli kochać po niej będziemy mocniej, albo nasz najmilszy jeszcze bardziej zakochanym okiem spozierać na nas będzie? Czyż nie warto spróbować?
Wszak stare, ale jare przysłowie mówi - "Kto zjada ostatki, ten jest piękny i gładki".

A bajaderki właśnie z tych skrawków, ostatków robimy. 
Zeschnięte kawałki ciast, wczorajsze drożdżówki, wszystko na co już niechętnym okiem spozieramy (poza częścią z kremem), po prostu odłóżmy, nie wyrzucajmy. Po wyschnięciu damy im nowe życie, nowy smak, ciacho na medal.



Moja wersja trochę różni się od standardu, poza kawałkami ciast i ciasteczek do bajaderek dodaję jeszcze płatki owsiane i jęczmienne. Z suchych składników dodałam jeszcze zmiksowane pestki dyni i nasiona chia, ale równie dobrze mogą też być orzechy, migdały itp.

Możemy to pokruszyć ręcznie, a jeśli chcemy szybko i miałko, to proponuję zmiksować to blenderem/malakserem.

Teraz czas na coś w rodzaju płynnej "czekolady"
Na około 1/2 kg suchych składników w rondelku podgrzewając, ale nie gotując rozpuszczamy:
1/3 kostki masła/margaryny
1/3 szklanki mleka
1/3 szklanki cukru
3 łyżki kakao

Suche łączymy z mokrym, dodajemy 3-4 łyżki dżemu, ja dzisiaj dodałam powidła śliwkowe, "gram" lub dwa rumu, rodzynki, i wszystko mieszamy i wyrabiamy na dosyć ścisłą masę.
Masa ma być taka, żeby z łatwością można z niej robić kule. W razie czego, za rzadką zagęszczamy rozkruszonym herbatnikiem, a zbyt twardą dodatkową łyżką dżemu.



Kule otaczamy w kokosie, startych na pył herbatnikach lub mielonych orzechach/pistacjach.






Teraz to już tylko filiżanka kawy i chwila spokoju z książką, co ja poczyniłam i bardzo szczęśliwa byłam.




Wiem, że w marcu może być jak w garncu, ale bez przesady, u mnie dzisiaj rano jest tak, trochę to już nudne.




Pozdrawiam
Margaretka

29 komentarzy:

  1. mniam, uwielbiam bajaderki chociaż to bomba kaloryczna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, wszystko co smakowicie słodki to bomba kaloryczna, Life is brutal and full of zasadzkas :)

      Usuń
  2. Wyobrażam sobie tę przedwojenną cukiernię, musiało być bardzo ekologicznie, żadnych konserwantów, czy jajek w proszku, sztucznych dodatków zapachowych, pewnie smaki były zupełnie inne.
    Dobry ten Twój sposób na dodawanie płatków, kupuję pomysł. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chciałabym na moment przenieść się do takiej przedwojennej kawiarni lub cukierni, musiał być tam urokliwy klimat :)

      Usuń
  3. Naprawdę takie opinie krążyły? No prosze - nie wiedzialam :) twój przepis na pwno wypróbuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, pewnie to reklama, jeśli tak to widać, że i wtedy ludziska wiedzieli, że warto na nią stawiać :)

      Usuń
  4. Ładna ta historia. Bajaderki i studenci, no, no. Ja czasem robię takie kulki ale tylko z płatków owsianych. Wypróbuję Twój przepis bo zapowiada się, że u mnie wszystkim takie ciastko będzie smakowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też kiedyś takie robiłam, bez dodatku dżemu, ale jak poznałam tę wersję, już zawsze robię tak, bo wydaje mi się, że lepsza :)

      Usuń
  5. ojej ziemniaczki a ja na diecie uciekam szybko stad

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie niedawno po raz pierwszy spotkałam się z tą nazwą, bardzo mi się podoba; ziemniaczki, ha :)

      Usuń
    2. To chyba zależy od regionu, ja znam tylko nazwę ziemniaczki właśnie ;)

      Usuń
  6. Jeju jak ja je uwielbiam <3
    co powiesz na wspólną obserwacje ? ;)
    http://xblueberrysfashionx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też już mam dosyć zimy. Na bajaderki chodziłam do cukierni za czasów liceum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawie jak ci przedwojenni studenci :)

      Usuń
  8. Z utęsknieniem wyczekuję WIOSNY a BAJADERKI baaardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Robię czasem takie zlepki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zlepki? nie podoba mi się taka nazwa :)

      Usuń
  10. u nas to po prostu bomby, w robieniu których mistrzynią była moja ukochana Babunia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bomby? no to mamy bajaderki, kulki, ziemniaczki, zlepki, teraz bomby, super :)

      Usuń
  11. Kolor pazurków przyciąga uwagę;)

    OdpowiedzUsuń
  12. obserwuje ;)
    http://xblueberrysfashionx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. CUDOWNIE!
    Wielkie pozdrowienia!!
    :*
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  14. oooo mniam jakie smakołyki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Koło mojej szkoły podstawowej była cukiernia i tam nazywały się te bajaderki kulkami rumowymi. A w Poznaniu, gdzie mieszkałam jakiś czas: kartofelki. I ta nazwa jest dziwna, ponieważ w Poznaniu są pyry. A kartofel kojarzy się z Warszawą. Dlaczego te słodkie kulki nazywają kartofelkami, to nie wiem ;-))) Jak będę w Poznaniu muszę podpytać w cukierni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tym, że w Poznańskiem są pyry wiedziałam, ale, że tam i słodkie kartofelki są to nie ha,ha . Wiem, że kartofle to ziemniaki na Górnym Śląsku, uwielbiam tę naszą różnorodność językową, super sprawa :)

      Usuń

Każdy Twój komentarz to dla mnie miły prezent, dziękuję i do zobaczenia znowu.