Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleczka i balsamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleczka i balsamy. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 kwietnia 2015

Intesa Mirato, tym razem coś dla panów


Takie przypadki jak dzisiejszy post i jego główni bohaterowie nie zdarzają mi się zbyt często. 
Wszak to mój blog i moje pisanie o kosmetykach, które ja używam, wiem czym to pachnie, jak działa i jakie są efekty.

Tym razem jednak kosmetyki do testów otrzymał mąż, a wszystko to za sprawą, ale i dzięki Klubowi Only You, który między innymi mnie i mój blog wybrał do tej pachnącej współpracy.

Mąż też człowiek, kosmetyki też kocha, a widzę, że nieraz tęsknym okiem patrzy na co poniektóre frykasy, które ja miewam przyjemność próbować.
Co prawda zbytnio się do pomocy w moim blogowaniu nie garnie (ha, ważne, że nie przeszkadza), ale muszę przyznać bez bicia, że jak potrzebuję jego udziału w jakimś fotkowym przedsięwzięciu, nie miga się, tylko ze sporą dozą cierpliwości robi po raz piąty ujęcie dłoni i paznokci z nowym kolorem lakieru.
Chociażby dlatego (ale przecież nie tylko) było mi bardzo fajnie na duszy, jak mogłam wręczyć mu papierową torebkę z dwoma włoskimi kosmetykowymi smakołykami do wypróbowania i rozsmakowania się w nich.



Warunek był tylko jeden - ma mi mówić jak na spowiedzi co myśli i sądzi, jak ocenia i znajduje na tle innych tę dwójkę przedstawicieli linii Intesa Classic Black, dwójkę, ale w ofercie jest chyba z 12 elementów do kompleksowej pielęgnacji dla panów. 

Intesę, marki Mirato, można u nas kupić w perfumeriach Douglas, ale od razu zastrzegam, nie przerażajcie się, w tym wypadku nie mamy do czynienia z zabójczą dla kieszeni ceną. 
Biorąc pod uwagę elegancki design, naszym zdaniem bardzo ciekawy i kusicielski zapach linii oraz nie budzącą najmniejszych zastrzeżeń jakość testowanych kosmetyków, uważamy, że cena jest przyzwoita i do przełknięcia. 

Na tle innych produktów dostępnych na rynku to bardzo rozsądna cena, wszak stajemy się właścicielami kosmetyków nietuzinkowych, dotyczy to zwłaszcza zapachu, który jest naprawdę bardzo udany, nowoczesny, z dużą dozą fantazji i tego czegoś, co w męskich zapachach tak się lubi i ceni - genialnego balansu między powściągliwym wyrafinowaniem, a tajemniczością i zadziornością orientalnych nut.

Intesa Classic Black: After Shave Anti Wrinkle - 32 zł  100 ml
Intesa Classic Black: Deo Stick Ylang Ylang - 22 zł   50 ml


Większą uwagę muszę tu poświęcić balsamowi po goleniu Classic Black After Shafe Anti Wrinkle.
Można by go właściwie nazwać klasycznym żelem, ale to nie byłoby do końca prawdą. 
W tym balsamie duże znaczenie mają właściwości pielęgnacyjne. 
To coś jak dobry krem przeciwzmarszczkowy, ale konsystencja i natychmiastowy efekt wchłaniania się w skórę pozwalają każdemu facetowi polubić go od pierwszego użycia. Pokażcie mi człowieka płci męskiej, który zniesie tłustą skórę, świecenie się dłużej niż przez sekund 5, a nie daj Boże jeszcze jakąś lepkość, nie ma opcji, żaden temu nie podoła.
Tu balsam Intesy jest jak stworzony pod preferencje panów. Po nałożeniu błyskawicznie znika, ale znika tak, że pozostawia na skórze miły chłód, bardzo wyraźne wygładzenie i nawilżenie, skóra jest zadbana, ładnie napięta i dopieszczona.
Muszę koniecznie napisać też, że ten balsam jest bardzo łagodny dla wrażliwej skóry pod oczami. Mąż raczej unikał tego typu kosmetyków, bo nawet te w założeniu dla wrażliwców, często go uczulały tworząc zaczerwienienia, podrażnienia i delikatne podpuchnięcia na linii nad policzkami. Intesa jest dla niego bezpieczna, rzeczywiście łagodzi, a nie podrażnia już i tak podrażnioną goleniem skórę.
Bardzo wygodne jest opakowanie, z dobrego jakościowo tworzywa sztucznego, o wygodnych dla dłoni wyżłobieniach i pompkowym aplikatorze, który precyzyjnie porcjuje pożądaną ilość żelu.



Przyznajcie, ładnie się prezentuje ten balsam po goleniu, prawda?



Dezodorant Classic Black: Deo Stick Ylang Ylang  też jest niczego sobie. 
Daje przede wszystkim skuteczność i poczucie bezpieczeństwa, że nawet przy sporym stresie nie spoci się człowiek jak przysłowiowa mysz, która za chwilę ma mieć w kanałach wymarzoną randkę ze szczurem.
Zapach jest trwały, a wyciąg z orientalnych kwiatów Ylang Ylang ma działanie antyseptyczne, kojące oraz zapobiega przesuszaniu się delikatnej skóry pod pachami.
Klasyczny, wysuwany sztyft jest ceniony przez panów, w każdym razie mój chyba najbardziej lubi ten typ dezodorantów, uważa go za najwygodniejszy z wygodnych.

Intesa ma gramaturę prawie identyczną jak większość takich sztyftów, ale wyróżnia się wysmukłością i poręcznością kształtu samego sztyftu i opakowania. Dla porównania zestawiłam z nią (50 ml) podobny dezodorant Adidasa (53 ml). Widać różnicę.





Ciekawa jestem czy spotkałyście się już z tymi kosmetykami dla panów, co prawda, to u nas prawie że świeża świeżynka, ale już tu i tam o niej sporo się pisze. Na FB są tutaj.

A może jesteście zainteresowane zapisaniem się do klubu Only You, tak by mieć szansę załapać się na jakieś ciekawe testowanie? Link do nich jest pod logiem.



Pozdrawiam
Margaretka

czwartek, 25 kwietnia 2013

Venus, nowość, Balsam po goleniu i depilacji łagodzący z olejem kokosowym i masłem pomarańczowym


 Hej Dziewczyny!   



 Można już rzec, że zrobiło się nam prawie lato.

 W każdym razie nogi bez rajstop i krótki rękawek u mnie w pełnej krasie. Wreszcie. Kocham to. 
Jeszcze tylko złapać trochę opalenizny, bo na razie ciało po zimie blade...  i można żyć.


A propos ciała, dzisiaj kilka słów o balsamie po goleniu i depilacji, teraz takie ustrojstwo jest nam jeszcze bardziej niezbędne, maszynki i plastry mają pełne ręce (no, powiedzmy, że ręce) roboty.

Venus

Ten nowy na rynku balsam dostałam do przetestowania od marki Venus, lepiej z terminem nie mogłam trafić, żel który używałam podprowadziła mi córcia, więc od razu zabrałam się za zapoznawanie z tym osobnikiem.

 Bardzo ładne opakowanie, na pierwszy rzut oka białe, ale tak naprawdę przeźroczyste, bo biel to po prostu widoczny w całej krasie śnieżno biały balsam.



Mocną stroną tego kosmetyku jest przemiły zapach, nie wyczuwam tu żadnej sztuczności, chemii, bardzo letni, owocowy, chyba z najsilniejszą nutą pomarańczy. Ciało pachnie jeszcze długą chwilę po posmarowaniu.

Konsystencja jak najbardziej optymalna przy tego typie kosmetyku, nie lejąca się choć lekka, śliskawa, bardzo "mokra", nakładanie go i wcieranie w skórę bardzo przyjemne.
Po ogoleniu, na przykład nóg, nakładam go dosyć sporą warstewką na skórę, przez moment jest ona mocno wilgotna i mile, tak jakby, rozmiękczona i wygładzona, wyczuwa się komfort lekkiego ochłodzenia, choć czasem czuję też nieznaczne szczypanie. Mnie to akurat nie przeszkadza, podejrzewam, że działa tu alkohol jako dezynfekcja miejsc, umówmy się, jednak ciut ciut zranionych.


Trochę lepiej mogłoby być z trwałością tych nawilżających efektów na skórze. Balsam dobrze się wchłania, ale też po kilkunastu minutach na mojej skórze nie pozostaje nawet ślad nawilżenia, w tym aspekcie mam pewien niedosyt.
Jeśli lubicie, żeby kosmetyk wchłonął się w stu procentach i to stosunkowo szybko, będziecie go lubiły, jeśli natomiast, tak jak ja, lubicie gdy na skórze ma jednak pozostać taka delikatna warstewka "gładzi", trzeba wspomóc skórę dodatkową pielęgnacją.



Podsumowując, w mojej ocenie ten balsam to taki fachman do zadań specjalnych, ściśle określonych, faktycznie uprzyjemnia życie nam i skórze po zabiegu depilacji, ale jako klasyczny nawilżacz i pielęgniarz skóry niekoniecznie już się sprawdza. Biorąc pod uwagę jego fajną cenę, 6-7 zł za 200 ml, warto go jednak mieć w swojej łazience.

Dzisiaj w ramach mojej Bardzo Kobiecej Galerii zdjęcie bardzo kobiecego smakołyku. Czekolada deserowa na gorąco, jedna marcepanowa, druga amaretto. Prawda, że piękny obiekt westchnień, a jak smakowało....


Pozdrawiam
Margaretka

środa, 3 kwietnia 2013

DECUBAL, krem do rąk i balsam do ust, oba nie do przecenienia

Hej Dziewczyny!   


Dzisiaj ponownie post dotyczący dermokosmetyków tej duńskiej marki.

Kolejne dwie perełki, o których ja mogę spokojnie powiedzieć, że to pielęgnacyjne mistrzostwo świata.
Coś dla dłoni, szczególnie kiedy narzekamy na  ich stan, bo krem radzi sobie ze spierzchnięciami, szorstkością i w ogóle z nadwyrężoną skórą oraz coś dla ust, balsam, który , moim zdaniem, większość balsamów pozostawia daleko w tyle.


Kosmetyki
Bezzapachowe
Bez BARWNIKÓW
Bez PARABENÓW


Hand Creame / krem do rąk Decubal
Zamknięty w wygodnej do aplikowania, czerwonej tubce z zatrzaskowym zamknięciem. Otworek, przez który wyciskamy krem jest nieduży, tak, że łatwo otrzymać taką ilość smarowidełka jaką się chce, tym bardziej, że krem jest tak konkretny, nazwałabym to, bogaty w swoim składzie, że wcale do jednorazowego użycia nie potrzebujemy go dużo.



Jak wszystkie kosmetyki Decubal i ten jest bezzapachowy, w kolorze rozbielonej kości słoniowej.
Konsystencja bardzo mocna, żaden tam budyń czy gęsta śmietanka, nie ma w nim lekkości leguminy, to raczej już konsystencja masełka.

Cudnie się rozsmarowuje i zadziwiająco szybko wchłania,  czujemy, że skórze fundujemy nawilżenie i natłuszczenie w najlepszym gatunku. Nie mamy tu efektu krótkotrwałego, pomimo, że krem dobrze wnika w skórę, na powierzchni pozostaje na długo przemiłe uczucie gładkości oraz ledwie wyczuwalna, przyjemna, nielepka warstewka, dla mnie bomba.
Ja o moje dłonie dosyć rzetelnie dbam, nie dopuszczam do wychłodzenia czy spierzchnięcia skóry na mrozie, więc z takimi nieprzyjemnościami nie mam do czynienia, natomiast mąż, który w temacie rękawiczki ma tróję z minusem, też ceni sobie ten krem ogromnie, widzę, że nie sięga już po żadne inne kremy, podoba mi się to tak sobie, czasem świetna jakość bywa dla nas zgubna.

Nie będę Was namawiała do zaopatrzenia się w ten krem, najchętniej bym Was, Dziewczyny, przymusiła do zakupu, bo na pewno pokochacie go tak jak ja.

cena ok. 15 zł poj. 100 ml

notka producenta


Krem do rąk jest bogaty w składniki odżywcze. Zawiera między innymi naturalny olejek z awokado, który pielęgnuje skórę, witamina E dostarcza jej dodatkowej wilgoci, kwas
hialuronowy pomaga utrzymać wilgotność, a silikon tworzy na skórze warstwę ochronną.
Sposób użycia: Do codziennego stosowania na skórę rąk.


Składniki (INCI): Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Lanolin, Isopropyl
Myristate, Petrolatum, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate,
Glyceryl Stearate, Tocopheryl Acetate, Pentylene Glycol, Dimethicone,
Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Persea
Gratissima Oil, Sodium Cetearyl Sulfate, Citric Acid, Phenoxyethanol,
Sodium Benzoate.
Zawartość substancji lipidowych: 37%.



Lips & dry spots balm / balsam do ust i miejscowo zmienionej i popękanej i suchej skóry

Bez balsamów i pomadek ochronnych nie potrafię funkcjonować.
Mam kilka to tu, to tam, najważniejsze, żeby były pod ręką.
Ten balsam w hierarchii wszelkich smarowidełek do ust od razu zajął u mnie pierwsze miejsce.
Całkiem wygodna aplikacja ze zgrabnej, poręcznej tubeczki to tylko jeden z plusów tego kosmetyku.
Jest ostatnio ze mną wszędzie, bo i łatwo się go aplikuje i działa jak marzenie.



Tłuściutki, mocno skondensowany, o delikatnie słodkawym smaku, o mile działającym na podświadomość kremowo-żółtym kolorku, jedynie jakiegoś oszałamiającego zapachu tu nie ma, jak wszystkie kosmetyki Decubal i ten jest bezzapachowy.
Jeśli były jakieś skórki (wiecie co mam na myśli, te drobinki na ustach, które tak wciągająco się skubie), to od czasu jak używam tego malucha już nie mam co skubać.
Jakiś czas temu miałam dosyć paskudną grypę, temperatura, potem kaszel i katar, słowem półtora tygodnia wyjęte z życiorysu.
I wtedy sprawdziłam działanie tego balsamu w warunkach ekstremalnych.
Pomimo gorączki, żadnych spierzchniętych ust, żadnej zdartej i popękanej skóry wokół wiecznie wycieranego nosa. Balsam jak najlepszy i najwierniejszy strażnik nie dopuścił do wysuszenia skóry, usta miałam cały czas w całkiem dobrym stanie.

Polecam Wam go, Dziewczyny bez dwóch zdań.

cena ok. 17-20 zł   poj. 30 ml

notka producenta:

Produkt dedykowany do pielęgnacji suchych, spękanych warg, zadartych skórek, przesuszonych

plam i drobnych pęknięć. Balsamu można użyć na każde miejsce sprawiające problem. Produkt
pielęgnuje i wydajnie regeneruje skórę. Zawiera między innymi zmiękczającą lanolinę, a także wosk pszczeli powodujący, że rany szybko się goją. 
Sposób użycia:
Do stosowania na usta i miejscowo zmienioną skórę.


Składniki (INCI): Petrolatum, Lanolin, Paraffinum Liquidum, Cera Alba,
Ricinus Communis, Seed Oil, Salicylic Acid, Tocopherol.
Zawartość substancji lipidowych: 99%.



Dermokosmetyki DECUBAL można kupić tylko w aptekach stacjonarnych i internetowych, naprawdę są warte poszukania, bo i jakość jest na piątkę, składy bardzo ciekawe i bezpieczne a i ceny zupełnie przyzwoite.

Teraz jeszcze zapraszam Was do mojej Bardzo Kobiecej Galerii.
Dzisiaj akwarele angielskiej malarki i graficzki modowej Cate Parr.

Pióra Galliano

armanione4eysy1

Bowie

GWDT

Pozdrawiam
Margaretka



piątek, 28 grudnia 2012

BingoSpa, serum czekoladowo papajowe, recenzja



Hej Dziewczyny!  

Sylwester tuż tuż, Nowy Rok tudzież, u mnie zawsze wtedy pozytywne myśli mieszają się z lekko przygnębiającym odczuciem mijającego czasu. 
Nie wiem czy to ten obowiązkowy wszędzie i na każdym kroku nakaz zachwytu i radości z szampańskiej zabawy podświadomie wywołuje u mnie lekką awersję, czy może moje wiecznie składane sobie zobowiązania i plany z których z reguły mało co udaje mi się spełnić, faktem jest, że  szampana nie lubię i już.

Ale zabawa być musi, a jak zabawa to i wcześniejsza praca u podstaw dla boskiego wyglądu.

Dzisiaj o jednym smarowidełku, które zadba o gładkość i urodę naszego ciała.
To serum dostałam w ramach współpracy z firmą BingoSpa, wiecie już, że ich kosmetyki uważam za godne polecenia; za bardzo przyzwoicie rozsądne pieniądze możemy mieć całkiem udany produkt.


Moje czekoladowo - papajowe serum nazwałabym raczej takim dosyć intensywnym kremem / masełkiem do ciała. Ma mocno skondensowaną postać, jest raczej zbite, nieomalże twarde na pierwszy rzut oka, choć po nałożeniu odrobiny na ciało bardzo przyjemnie się rozsmarowuje, właśnie w taki maślany sposób.
Sprawia wrażenie tłustego, ale to uczucie znika po chwili, bo kosmetyk dobrze się wchłania, skóra szybko staje się znacznie milsza w dotyku, bardzo ładnie nawilżona i wygładzona.
Na skórze pozostaje leciutko wyczuwalny film, ale w tym dobrym znaczeniu, skóra nie jest lepka ani tłusta.
Serum nie działa jakoś spektakularnie długo, choć nie mogę też narzekać, bo przez kilka godzin wyczuwam miły komfort nawilżenia.


Największe zdziwienie wywołał u mnie kolor serum. Byłam przygotowana na coś w kolorze przynajmniej mlecznej czekolady, tymczasem w opakowaniu mamy nieomal biały, precyzyjniej w odcieniu kości słoniowej  krem  i do teraz zastanawiam się dlaczego producent nie dał nam totalnej frajdy z korzystania z tego produktu pozbawiając nas wzrokowej uczty czekoladowej.
Nazwa serum czekoladowe pewnie dotyczy masła kakaowego zawartego w jego składzie.

Mocną stroną tego balsamu - kremu jest bardzo miły zapach. Wyczuwam w nim lekką nutkę właśnie masła kakaowego, coś delikatnie owocowego, myślę, że to ta papaja, wszystko przyjemnie wyważone, nienachalne,  na skórze zapach pozostaje z nami na dosyć długą chwilę.

Dla mnie tego typu smarowidełka do ciała poza oczywistą funkcją pielęgnacji ciała muszą mi dawać sporą porcję przyjemności z ich stosowania. Serum czekoladowo - papajowe jak najbardziej spełnia moim zdaniem oba zadania, więc P O L E C A M



cena 16zł / 150g


Notka producenta:
Ziarno kakaowca - Theobroma cacao - z którego  powstaje czekolada zawiera wiele cennych dla skóry substancji, posiada zdolność zmiękczania skóry.
Poza tym wykazuje działanie odmładzające i odświeża skórę, skutecznie likwiduje suchości skóry. Antyoksydanty, czyli składniki spowalniające proces starzenia się skóry, znajdujące się w  czekoladzie, zapobiegają rozwojowi wolnych rodników, które wpływają na utratę przez skórę kolagenu, elastyny i innych protein. 

Składniki czekoladowego serum BingoSpa drenują i pobudzają metabolizm komórkowy, regenerują i działają kojąco. Te wyjątkowe właściwości zawdzięczamy obecności w ziarnie kakaowym różnorodnych substancji, z których najważniejsze to:
  • psychoaktywne – ß-fenyloetyloamina, tryptofan, anandamid, 
  • nawilżające i detoksykujące – kofeina i teobromina 
  • antyoksydacyjne i ochronne w stosunku do komórek skóry – polifenole, głównie flawonoidy i kwasy fenolowych




Dla zainteresowanych podaję link do e-sklepu BingoSpa:
 http://www.bingosklep.com/serum-czekoladowopapajowe-ciala-bingospa-p-327.html






 A teraz przy filiżance kawy pachnącej pomarańczą i cynamonem zapraszam Was do mojej Bardzo Kobiecej Galerii.

Dzisiaj  przepiękne obrazy rosyjskiego malarza Ivana Slavinskiego








Najpiękniejszej kreacji na balu (?)
niekoniecznie aż tak wypasionej
życzę Wam i sobie
Margaretka

wtorek, 4 grudnia 2012

YVES ROCHER Pur Desir, mleczko Piwonia na jesienno - zimowe smuteczki



Hej Dziewczyny!  

Jakiś czas temu zostałam zaproszona przez Kayah do akcji "Jesienne umilacze". 
Powinnyśmy trochę zmodyfikować tytuł, aż prosi się by jesień zastąpić zimą, ale sedno tej zabawy pozostaje niezmienne, chodzi o to by ten czas przetrwać w towarzystwie pięknie pachnących mazidełek.

Zupełnie nieświadoma tego, że wpisuję się w zabawę, kilka dni temu sięgnęłam po mleczko, które używałam wiosną, zostało przeze mnie odstawione z racji różnych nowości, które wpadały mi do testowania.
Po długiej przerwie znowu posmarowałam się Piwonią i przepadłam. 


Teraz, kiedy kwiatowych zapachów jestem jakoś tak bardziej stęskniona, korzystanie z tego mleczka sprawia mi prawdziwą przyjemność.
Od razu zaznaczam, że ten balsam jest bardzo, bardzo mocno pachnący i to bardzo konkretnie, intensywnie, zapach jest trwały, wyjątkowo długo, jak na tego typu kosmetyki, utrzymuje się na skórze, ja przez kilka godzin wyczuwam go wokół siebie. O perfumach raczej trzeba wtedy zapomnieć, istnieje ryzyko, że staniemy się chodzącą perfumerią.
Pachnie ślicznie, wiem, że o urodzie danego zapachu trudno dyskutować, coś co dla jednej z nas jest wyjątkowo urokliwe, dla drugiej jest nie do przyjęcia, dla mnie w każdym razie to piękny kwiatowy zapach, faktycznie od razu przywodzi na myśl nagrzaną słońcem piwonię.



Jeśli chodzi o pielęgnacyjne właściwości tego mleczka, też nie można mu niczego zarzucić. Poza trochę zbyt rzadką konsystencją, choć właściwie mleczko to mleczko, nigdy nie ma ulubionej przeze mnie konsystencji budyniu, w tym wypadku też, trochę to taki budyń do którego wlało nam się za dużo mleka.
Nawilża bardzo ładnie, skóra od razu staje się wygładzona, delikatna i cudnie aksamitna w dotyku. Jeśli chodzi o wchłanianie, nie mogę powiedzieć złego słowa, krótka chwila i warstewka balsamu znika, pozostawiając delikatnie wyczuwalną, ale nie tłustą ani lepką "powłokę" na skórze, taki minimalny film, po prostu jest tak jak ma być, czujemy, że zadbałyśmy o skórę czymś dobrym.

Pur Desir Piwonia cenowo pośród mleczek nie wypada zbyt korzystnie. To znaczy tylko wtedy, kiedy kupimy ją w regularnej cenie 30 zł, na szczęście Yves Rocher na tyle często ma dla nas przeróżne upusty i bonifikaty, często też możemy trafić na porządną promocję i wtedy cena wygląda już znacznie korzystniej.

Głównie za zapach, ale też za właściwości pielęgnacyjne z  czystym sumieniem polecam Wam to mleczko i bez dwóch zdań wręczam mu znaczek jesienno-zimowego umilacza. 





Dzisiaj w mojej Bardzo Kobiecej Galerii w dalszym ciągu będzie mikołajkowo. 
Musimy teraz nacieszyć się tymi klimatami, wszak grudzień to przede wszystkim czas czekania na najfajniejsze święta w roku.

Prześliczne akwarelki autorstwa fińskiej malarki, Minny L. Immonen,
 popatrzcie, zapraszam.








Pozdrawiam
Margaretka

wtorek, 27 listopada 2012

Bingo Spa Balsam palmowy do dłoni z zieloną herbatą , a zima tuż, tuż

Hej Dziewczyny!  

Czas na recenzję kolejnego kosmetyku otrzymanego do testowania os BingoSpa.
Po dłuższym zaprzyjaźnieniu się z balsamem, mogę już sporo o nim napisać. 
Jesień i zima to u mnie okres większego nacisku na pielęgnację dłoni, wiadomo, chłód, zimny wiatr nie służą dobrze dłoniom, i choć o rękawiczkach staram się z reguły pamiętać, to ręce i skóra na nich i tak czasami mi trochę zarzną.
Ten balsam z racji opakowania jest wybitnie kosmetykiem domowym, noszenie go w torebce byłoby co nieco uciążliwe, więc najczęściej używam go rano, dla poprawy "urody" skóry i wieczorem, wtedy nakładam grubszą warstwę, tak by dobrze nawilżyć i zregenerować skórę.



Jestem z niego zadowolona, swoją rolę spełnia bardzo fajnie, używanie go sprawia mi przyjemność, a skóra po takim zabiegu jest mile gładka i sympatyczna w dotyku. Ponieważ o skórę dłoni dbam systematycznie, nie zdarzyło mi się doprowadzić jej do stanu spierzchnięcia, nie wiem więc jak ten balsam zachowa się kiedy musiałby ratować podrażnioną, szorstką i zaczerwienioną od zimna skórę.




Zapach ma przyjemny, delikatny, nie wyczuwam w nim jakiś nut chemicznych, nie jest to zapach zbyt trwały, ale w wypadku balsamu pielęgnacyjnego do dłoni, nie zapach jest najważniejszy.
Ma bardzo miłą konsystencję, porównałabym ją do takiego lekkiego budyniu, dobrze się rozprowadza, bardzo fajnie się wchłania, po chwili od aplikacji skóra jest wyraźnie wygładzona, ale nie pozostaje na niej żadna przykra, lepka warstewka.
 Balsam jest wydajny, niewielka ilość wystarcza mi na dobre nawilżenie.

Podsumowując, mogę go Wam spokojnie polecić, biorąc pod uwagę dobrą cenę, 
100 ml balsamu kosztuje około 10 zł. 
Uważam, że warto wziąć go pod uwagę, zastanawiając się nad wyborem kosmetyku do pielęgnacji dłoni, zwłaszcza teraz, kiedy bez takich kremów dobry stan naszych dłoni będzie zagrożony.

notka producenta:
Olej palmowy wyciskany jest z pestek owocu drzewa Elaeis Guineensis, czyli olejowca gwinejskiego, ma barwę pomarańczową, z powodu wysokiej zawartości karotenu. Doskonale natłuszcza i uelastycznia skórę.  Zawiera dużo witaminy E, witaminy A oraz nienasycone i nasycone kwasy tłuszczowe.
Ten cudowny składnik  połączony w Balsamiie palmowym BingoSpa z ekstraktem z zielonej herbaty chroni skórę dłoni przed wolnymi rodnikami, zapobiegając procesom starzenia. Ożywia, nawilża, zmiękcza, uelastycznia skórę dłoni i wzmacnia paznokcie.


Dla zainteresowanych podaję link do e-sklepu BingoSpa:
http://www.bingosklep.com/balsam-palmowy-dloni-zielona-herbata-bingospa-p-308.html



Dzisiaj w mojej Bardzo Kobiecej Galerii jeszcze kilka obrazów rosyjskiego malarza, Wladimira Ryabchikova, zapraszam.













Pozdrawiam
Margaretka