
Od dawna stawiam na zdrowe, naturalne żywienie, dotyczy to też napojów, herbatek i trunków, więc coraz częściej odkrywam cudne smaki własnoręcznie robionych nalewek.
O pigwie wiedziałam, że jest królową w tym światku smakołyków zaklętych w karafkach, ale dopiero tej jesieni wpadła w moje ręce zgrabniutka torba z tymi owocami.
Teraz kilka słów o tym boskim owocu (ponoć poza granatem to drugi owoc obstawiany jako ten, który Ewa zerwała z zakazanego drzewa w raju) a i w mitologii greckiej też się z nim spotkamy, złote jabłka Hesperyd i pięknej Atalanty to też właśnie ponoć pigwy.
Pochodzi gdzieś z Zakaukazia, przez Grecję przywędrowała do Europy, szczególnie ceniona jest na południu, nazwa marmolada wywodzi się od portugalskich konfitur z pigwy - marmelo.
Owoce zawierają sporo pektyn z taniną, masę minerałów; wapń, potas, miedź, żelazo, siarkę, kilka ważnych witamin; B1, B2, PP, C i A oraz antyoksydanty.
Pigwa ma właściwości lecznicze, pomaga na wzmocnienie odporności, pomaga podczas przeziębień, dodaje urody skórze.
Na szczęście internet jest pełen przepisów na to cudo, co miałam zrobić, zrobiłam, co miałam zasypać, zasypałam, a nawet czym miałam zalać, zalałam.
![]() |
Dobra książka o cudnej poetce, sobotni wieczór i kontrola techniczna zrobionej nalewki; czego chcieć więcej? |
Teraz nalewka już jest gotowa, bursztynowe buteleczki cieszą oko i duszę, zdjęcia tychże sobie podaruję, żebyście mi nie zarzuciły, że rozpijam blogosferę, ha, ha, ale z tym, co zostało mi jeszcze bardzo pysznego, bardzo słodkiego i pełnego miłych procentów, nie bardzo wiem co zrobić.
Trochę tych nasączonych słodkim, lekko alkoholowym syropem pigwowych cząstek przeznaczyłam do suszenia, będzie jak znalazł do rozgrzewającej herbatki, z części zrobiłam przepyszny napój, taki wyżej zorganizowany kompot, mówię Wam, coś genialnego.
No, ale dobrze by było, żeby te owoce jakoś udało mi się przechować na dłużej. Może podpowiecie mi czy wystarczy je po prostu spasteryzować w słoiczkach, może robiłyście coś takiego, proszę Was, Kochane o podpowiedź, bo chciałabym cieszyć się nimi przez tę zimę, a i wiosną też pewnie z przyjemnością coś takiego by się przydało w mojej kuchni.
A tak wygląda krzaczek pigwowca japońskiego w moim ogródku (zdjęcie robione późną wiosną), poczekamy jeszcze jakiś czas na zbiory, ale potem to poszalejemy.

Pozdrawiam
Margaretka
napiłabym się takiej naleweczki:))Pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńGosiu, wpadnij, wypijemy razem :)
Usuńooo naleweczki babci są najlepsze ;D
OdpowiedzUsuńbardzo lubie pigwe ma taki kwaśny smak :D
OdpowiedzUsuńpycha, mój tata robi :}
OdpowiedzUsuńja zas ubustwiam babci Malinowkę :D meeega!!
ja dotąd specjalizowałam się w nalewce na wiśniach :)
Usuńu mnie króluje wiśniówka;)
OdpowiedzUsuńPodejrzewam, że nawet ta naleweczka nie jest w stanie rozwiać wszystkich smuteczków...:(
OdpowiedzUsuńTakiej nalewki jeszcze nie piłam :D
OdpowiedzUsuńNie piłam takiej naleweczki:)
OdpowiedzUsuńKayah, na Twoje przeziębienie byłaby jak znalazł :)
UsuńSłyszałam o takiej nalewce, ale sama jeszcze nie piłam;(
OdpowiedzUsuńuwielbiam pigwowe nalewki - juz od dwoch lat sama je robie!!
OdpowiedzUsuńMmmm smaczny wpis ;)
OdpowiedzUsuńMnie takie owoce z nalewki same się trzymają, nawet ich nie pasteryzuję tylko trzymam w zakręconym słoiku (od czasu do czasu się do niego dobieramy) :)
Aniu, dzięki za tak dobrą wiadomość, na razie właśnie przełożyłam do słoików i fajnie, że to wystarczy :)
Usuńdzięki
całuski
Ojej, to jedna z moich ulubionych nalewek! Tuż obok tej z malin :) Moja Babcia robi nalewki każdego roku.
OdpowiedzUsuńNalewki z pigwy są najlepsze. Niepodzielnie rządzą na moim stole rodzinnym od lat - nie ma imprezy rodzinnej bez niej :)
OdpowiedzUsuń