Obserwatorzy

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Vipera, sypki puder matujący, transparentny, bardzo udany przyjaciel


Hej, Dziewczyny
Czytając Wasze blogi, często spotykam się z próbami poszukiwania przez Was produktów dobrze matujących, jednocześnie nie powodujących efektu maski ani paskudnego skutku zatykania porów.
Puder, który teraz Wam recenzuję ma wszystkie cechy przyzwoitego pudru matującego.



Mam go już długo, jeszcze trochę i nie miałabym czemu robić zdjęć bo sięgam po niego z chęcią i zawsze pewna, że on wykona swoje pudrujące zadanie.



Jest świetnie zmielony, taki drobniutki, że faktycznie efekt na twarzy jest transparentny, daje delikatne alabastrowe wykończenie, twarz jest zmatowiona ale w bardzo ładny, naturalny sposób.



W temacie świecenia się twarzy nie będę dla Was całkowicie wiarygodna, ponieważ z tą cechą skóry ja po prostu nie mam problemów, faktem jest, że moja skóra długo pozostaje w idealnym porządku.
Ma bardzo miły, delikatny zapach więc aplikacja jest sympatyczna, nakładam go czasem tym puszkiem   ( całkiem łatwa i równomierna aplikacja ) czasem, gdy chcę tylko omieść twarz i nadać subtelne wykończenie makijażu, używam grubego i krótkiego pędzla.
Puder ma bardzo dobrze przemyślane mocne, szczelne zamknięcie, co z jednej strony gwarantuje brak jego drobinek w torebce, z drugiej jednak strony ma dosyć ciężkie i lekko mnie denerwujące otwieranie i dobieranie się do jego zawartości, ale tu po prostu chyba jest coś za coś.


Skład:
Talc, Mica, Nylon-12, Zinc Stearate, Cl 77492, Cl77891, Alumina, Simethicone, Mineral Oil, Tocopheryl Acetate, Methylparaben, Parfum, Buthylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Citronellol, Limonene, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde 
Cena około 20zł, wierzcie mi nie spotkałam dotąd innego, równie dobrego pudru matującego za takie pieniądze.
Wydaje mi się, że ten puder bije na głowę inne, w podobnej lub trochę wyższej kategorii cenowej.
Bardzo udany produkt, ze spokojnym sumieniem mogę go Wam polecić.



Teraz czas na moją Bardzo Kobiecą Galerię Obrazów, tym razem prace znanej nowojorskiej fotograficzki Yulii Gorbachenko







Pozdrawiam

Margaretka

niedziela, 24 czerwca 2012

Neonowy słonecznik z Wibo, waniliowa kula i ławeczka pod aniołkiem

Hej, Dziewczyny

Tydzień temu prezentowałam Wam kilka nowych lakierów Wibo, byłyście ciekawe jak poszczególne kolory prezentują się na paznokciach.
Swój czas ma u mnie teraz neonowy słonecznik z letniej kolekcji Color Power.

Lakier jest dosyć gęsty ale malowałam paznokcie trzykrotnie, po dwóch warstwach miałam jeszcze minimalne prześwity, niestety tak częste w jasnych kolorach.
Szybko wysycha i twardnieje, choć mi nie udało się ustrzec przed lekką dewastacją powierzchni na palcu wskazującym, tak to jest jak robi się sto rzeczy na raz.





Dłoń na tle rodzinki ptactwa domowego mojego autorstwa ( masa solna ), która mieszka sobie na ścianie w kuchni.

Powracam też do waniliowej kuli kąpielowej z Organique,  leżała i pachniała sobie w komodzie, teraz przyszedł na nią czas i pora by umilić mi moją kąpiel w wannie. O tych kulach pisałam tutaj , jeśli jesteście zainteresowane szczegółami, zapraszam.




Wierzcie mi, taka połówka czyni z półgodzinnego relaksu w wannie prawdziwą, pachnącą i przemiłą dla ciała ucztę. Wanilia pachnie nieziemsko !!!


Druga połówka, jak to zwykle bywa u mnie, wylądowała zapakowana w pergaminowy mieszek wśród ciuchów i pachnąc czeka na swój czas.

Teraz będzie o ławeczce pod aniołkiem.
Coraz częściej w naszych miastach i miasteczkach pojawiają się takie perełki. W Bielsku, przy fontannie pod Teatrem Polskim od jakiegoś czasu zaprasza do odpoczynku ta śliczna ławeczka.
Nie byłabym sobą, gdybym jej Wam nie pokazała. Dla mnie takie detale to te wisienki na torcie dzisiejszej, miejskiej architektury, lubię gdy jest ładniej.








Pozostajemy w anielskich klimatach, zapraszam do mojej Bardzo Kobiecej Galerii,  kilka obrazów Nancy A. Noel









Pozdrawiam Was już prawie wakacyjnie

Margaretka

sobota, 23 czerwca 2012

Namiastka peelingu - Alterra, peeling do ciała, żurawina i figa


Hej, Dziewczyny


Z tą rossmannową linią kosmetyków mam do czynienia od niedawna.

Długo niczego z ich produktów nie kupowałam, zawsze bałam się tanich, własnych linii sieciówek, wychodząc z założenia, że mogę trafić na co prawda za małe pieniądze, ale bubel.
Jak to bywa w przypadku osoby co nieco rozgarniętej, wreszcie dotarły do mnie argumenty, recenzje i opinie wielu blogowiczek i ja też rozpoczęłam moją przygodę z Alterrą.
Dwa ich produkty; pomadka ochronna i dezodorant w kulce, o których pisałam tutaj,  potwierdziły niezły poziom tej linii, niestety trzeci mój zakup, peeling do ciała i już pierwsza zakupowa porażka.






Wiem, że można by go nazwać peelingiem łagodnym, delikatnym, jak zwał tak zwał ale właściwości peelingujących, to w nim nawet jak się ze świecą szuka, to i tak się nie znajdzie.
Pestki / nasiona żurawin, które mają być tym elementem ścierającym naskórek są w ilości zawrotnie skromnej, raczej występują tu w postaci bajeru niż wykonują swoje zadanie.

Poza miłym uczuciem wygładzenia skóry, trwającym zresztą wyjątkowo krótko i typowo myjącym efektem, takim samym jaki daje każdy, najzwyklejszy żel pod prysznic nie znajduję w tym peelingu żadnych plusów.

Nawet  zapach, przyjemnie skromny i nie zalatujący chemią nie jest zbytnim atutem nie mówiąc już o obiecanych przez producenta właściwościach nawilżających, których niestety nie zauważyłam zupełnie.
 Konsystencja też mnie nie powaliła, przywodzi na myśl rzadki kisiel, w dodatku mało wydajny, więc wcale nie taki tani jak się wydaje w momencie kupowania.




Oczywiście zużyję ten peeling do końca, będzie mi służył jako ciut bardziej zaawansowany żel do mycia, choć ja , korzystająca namiętnie z wanny, na pewno nie będę zadowolona ze "śmieci" w wodzie po jego użyciu.
Z Alterry nie zrezygnuję, ten bubel na szczęście nie zniechęcił mnie do dalszych prób ich kosmetyków.

A Wy miałyście jakieś zakupowe niewypały z Alterry ? To ważne, warto wiedzieć bo po co mamy wyrzucać pieniądze, nawet jeśli nie są wielkie.

Teraz mój zwyczajowy prezent dla Was, Niezwykłe, pełne  sennych wizji obrazy włoskiej malarki Claudii Giraudo.














Pozdrawiam Was  weekendowo

Margaretka